niedziela, 6 października 2013

;c

Witajcie. Przepraszam, ale zawieszam bloga, prawdopodobnie na zawsze.
Nie ma czasu. W weekendy chciałabym jeździć do chłopaka, w tygodniu nauka, szkoła.
Jednak mam prośbę, jeżeli zdecyduje się na aktualizacje bloga, to dam Wam znać.
Tylko musicie mi zostawić w komentarzu jakiś kontakt ze sobą. Np ask, twitter?
No to papa xoxo

niedziela, 8 września 2013

Rozdział 7

 *Perspektywa Liama*
Zakatuje ich k***a. Może i wyznała, że mnie zdradziła, ale czemu akurat z moim kumplem? Czemu z Matthew'm? Wiedziała przecież, że mi na nim zależy. Zrobiła to celowo, celowo chciała mnie tak cholernie zranić. Ale za co? Głupia, puszczalska szmata, trzeba mieć tupet, a on też nie jest bez winy. Wiedział co robi i kim jest dla mnie Darcy. Znamy się długo, pomagałem mu uporać się z depresją, byłem dla niego oparciem w wielu sprawach, a on mi takie coś robi?
 Ludzie to ku**y. Zwykłe ku**y, widzące tylko swoje potrzeby. Nie wiedzą, że inni też mają uczucia? Że też potrafią z bólu płakać i krzyczeć, mimo, że na zewnątrz są spokojni? Przecież ludzka psychika jest oczywista. Zostaniesz zraniony- cierpisz.
Nie wierzę, że po tylu wspólnych chwilach, oni to tak zakańczają. Jednak nie chce mieć wyrzutów sumienia, że to przeze mnie. Sami na to wystarczająco ciężko zapracowali.
Doszedłem do nich. Stoję i czekam, kiedy mnie zauważą. Ale są zbyt zajęci sobą. Chce mi się rzygać.
-Słodkie.- powiedziałem w końcu, zaciskając pięści w kieszeni. Spokojnie Liam, nie okazuj im swojej złości, to ich usatysfakcjonuje.
-Oo. Kogo my tu mamy?- zawołał radośnie Matt, po czym puścił z objęć Darcy i stanął ze mną twarzą w twarz.
-Jak mogłeś mi to zrobić?- zapytałem przez zaciśnięte zęby. On się tylko zaśmiał.- Dupek. Nic nie warty człowiek.
-Dać ci chusteczkę kochanie?- Damski, lekko chrypliwy i kojący głos Darcy jeszcze bardziej mnie zirytował.
-A ty? Durna dziwko? Dobrze się z tym wszystkim czujesz? Fajnie jest się bawić wszystkimi wokół? Nie rozumiem jak możecie być takimi egoistami!- Krzyknąłem, po czym wymierzyłem Matthew'mu cios w policzek.
Uśmiechnąłem się. Nie był to szczery uśmiech, tylko ten sztuczny, nic nie warty.
-Pożałujesz ch**u.- Miło było zobaczyć, jak jego zadziorny uśmieszek schodzi mu z ust. Jednak nie boję się, wiem, ze jestem silniejszy. Jedyne co ten typek może mi zrobić, to zadrapanie.
-Teraz się boisz co?- zostawiłem Matta i mówiąc ruszyłem w stronę Darcy. Powoli, coraz bliżej.- Wiesz co? Ja wiem, jaka ty jesteś, i jaki on. Oboje się sobie znudzicie, baardzo, bardzo szybko kochanie. Ale wtedy do mnie nie wracaj. Bo jedyne, co będę w stanie ci dać to w mordę, mimo, że nie jestem damskim bokserem.- Ostatnie słowa wyszeptałem. Była przerażona i słusznie.
-Ty sku********e. Ze mną walcz, a nie dziewczynie się stawiasz.
Tylko się zasmiałem gorzkim śmiechem. Żeby potem nie było, sam ku**a tego chciał.
-Za to wszystko co mi zrobiłeś, to cię zabije chyba.- Oznajmiłem po czym podbiegłem do niego.
*perspektywa Rose*
Ile można rozmawiać? Przecież niedługo casting. Uderzałam nerwowo palcami o ramę od drzwi samochodu i zgadywałam co tam się może dziać. Gdyby byli bliżej może widziałabym co robią, ale jeden: są za daleko, dwa: zasłania mi drzewo.
Mogło dojść do tragedii. Dlatego tak długo nie wraca. Może leżeć tam nie przytomny i potrzebujący pomocy. W kałuży krwi, a obok roześmiana twarz blondyny i mężczyzny. Albo stoją wszyscy razem i się śmieją, żartują, rozmawiają. Może się pogodzili? Liam wygląda na ugodowego. Pewnie dlatego tam poszedł. Ale przecież był wkurzony. Więc w takim stanie by się chyba nie godził? Okej, będzie dobrze. Nie myślę o tym już , koniec, stop. Poczekam jeszcze 3minutki. Na pewno zdąży wrócić.
Chociaż.. Jak serio się coś stało, to te 3minuty mogą być dla niego jedynymi. Muszę mu pomóc. Jezu muszę tam iść! Wiem, może i panikuje, ale się boję o niego.
Szybkim ruchem wysiadłam z auta i niepewnie, otulając się czarnym żakietem szłam przed siebie. Gdybym wtedy wiedziała co zobaczę, to nie wiem, czy bym wysiadła.
Cały czas idąc patrzyłam się w ziemie, jakbym wiedziała, że to co zobaczę nie będzie fajne. W końcu byłam za drzewem. Podniosłam wzrok w poszukiwaniu bruneta, lecz nie było go. Gdzie on do cholery polazł? Szłam dalej przed siebie, lecz stanęłam, gdy tylko usłyszałam czyiś cichy jęk Jezu, jestem przerażona. Ale muszę tam iść. Musze iść za tym odgłosem. Na lewo, Rose, nie bój się.
Momentalnie przyśpieszyłam, a oddech stał się nierówny. Minęłam jedno drzewo, drugie i stanęłam. Obróciłam głowę w lewo- pusta łąka i w prawo. Tak. To tam, widzę 2 postacie. A może to jedna? Poszłam tam.
-I co? Już? Starczy ci?!- Liam. Tak to był Liam!
Pobiegłam tam ile tylko miałam sił, a to co tam zastałam, to był mój koszmar.
Pusta łąka, zaledwie 3 kępki trawy, mały murek, sięgający maksymalnie 50-ciu cm i dwóch mężczyzn.
Jeden leżący na ziemi o szatynowych włosach, ubrany na czarno z dodatakmi krwi na twarzy i ubraniach, drugi siedzący na szatynie to brunet, ubrany całkiem elegancko, także z z dodatkami krwi na ubraniach, Liam. Ten drugi okładał pierwszego pięściami gdzie popadnie, nie starał się idealnie trafiać, bił co sekundę, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje dookoła. Szatyn się nie ruszał, leżał tylko bezwładnie na ziemi, a jego głowa co chwila zmieniała miejsce z lewej strony, na prawą.
On go zabije.
-Liam już! Spokojnie! On nie jest tego wart. Tto zwykły śmieć... Takich się olewa- wykrzyczałam szarpiąc go za ramię.- Już spokojnie.
-Ok.- odpowiedział i przełykając ślinę zadał mu ostatni, najmocniejszy cios.










         !!CZYTASZ= KOMENTUJESZ!!
Mam nadzieje, ze warto było tyle czekać i że sie podoba. Dobranoc;*

Małe info

Witajcie kochani po długiej przerwie!
Mam nadzieje, że nikt nie opuścił mojego bloga i nadal ze mną będziecie.:)
Piszę tę notkę, ponieważ niektórzy sobie mogą pomyśleć, ze zawiesiłam/opuściłam bloga, ale to nie prawda. Pamiętam o nim cały czas, tylko po prostu wakacje.. Wyjazdy, przyjazdy, odpoczynek, imprezy, znajomi, rozumiecie chyba:) Brak czasu. Przepraszam, że Was nie uprzedziłam o moim zamiarze, posiadania 2miesiecznej przerwy.
Ale do konkretów: mam parę informacji, ważnych:
1.Jak zauważyliście użyłam zwrotów: "mam nadzieje", "mojego", "ze mną", "opuściłam", czyli mówię o jednej osobie-sobie, a bloga prowadziły 2 osoby- Tala i Ola. Napisałam tak, ponieważ ta druga zrezygnowała z pisania, z własnych prywatnych powodów. Mam nadzieje, ze mimo jej odejścia nadal będą Wam się podobały rozdziały. Z pewnością nie będą już tak dobre, jak z pomocą Oli, ale może też będą okej.
2.Rozdziały będę się starała dodawać co tydzień, w każdą niedziele. Jednak może się zdarzyć, że jednego tygodnia nie dodam ani razu, lub dodam wcześniej- jest to spowodowane wyjazdami i z góry przepraszam.
3.Na moim blogu panuje oczywista zasada: CZYTASZ=KOMENTUJESZ. Zrozumcie, ze to cholernie motywuje i pomaga. I jeśli macie czas, to nie piszcie mi tylko komentarzy typu: "wefnrgidufbrgyher dawaj dalej!!!" one nie są złe, ale bardziej bym była wdzięczna za rozwinięcie wypowiedzi. Co się podobało, co nie, nad czym mogłabym popracować, czy konkretniej opisywać, czy bardziej skupiać się na szczegółach czy może nie itd. Swoje zdanie. Nie z hejtuje Cię za nieprzyjemne dla mnie słowa, tylko podziękuje za szczerość.
4.Jeżeli chcecie ze mną jakikolwiek kontakt, to na lewo w pasku jest kilka stronek gdzie mnie 'złapiecie'. Zapraszam!

To już chyba na tyle. Dziś piszę kolejny rozdział, może jeszcze dziś nawet dodam? Zobaczymy.:)

czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział 6.



                                    **perspektywa Liama**
-Chodź.- Zawołałem i wyszedłem z pokoju, z tego co słyszałem Rose wlekła się za mną. Doszliśmy do mojej sypialni.- Cała dolna część szafy jest Twoja. To ubrania które zostawiła tu Darcy, wątpię by po nie wróciła, ponieważ były podarunkami ode mnie.- Mówiłem otwierając szafę i ukazując parę ubrań.- A co do Twoich ciuchów to już poszły na śmietnik. Wybacz, ale nie nadawały się do noszenia.
-Um, okej. Dziękuje.
Podeszła do dużego mebla i z trudem wyciągnęła szufladę. Dobrała jakieś ubrania i przeszła szybko do łazienki. Przez cały czas jej warga uwięziona była między jej zębami. Cały czas kiedy była w mojej obecności była strasznie spięta. Aż tak bardzo ją onieśmielam?
Siedziałem na miękkim materacu ze schyloną głową w dół. Myślałem dużo o ostatniej sytuacji. Nie chce się załamywać i więcej cierpieć, nie dam się jej, nie chce. Zwinnym ruchem wstałem i schowałem pod łóżko nasze wspomnienia uwięzione w antyramie. Nie mam zamiaru się przejmować, w końcu ona ma to w dupie, to czemu ja mam tego nie mieć? Cała ta sytuacja wydawała się nadmiernie żenująca, ale i tak rozwalała od środka. Liam nie myśl o niej, stop. Pomyślmy może o tym castingu, o. No właśnie, co z nim? Sam nie wiem. Pół nocy nad tym myślałem,  wyliczałem plusy i minusy. Nie da się ukryć, że w tej sprawie przeważały pozytywy. Iść? I tak nic nie osiągnę, więc co to za frajda? Tylko stresu się najem. Z drugiej strony liczy się dobra zabawa, poznam wielu nowych ludzi o podobnych marzeniach do moich.. A co jeśli mi się uda i jednak osiągnę sukces? Nigdy się nad tym nie zastanawiałem jak to jest być gwiazdą. Wywiady, koncerty, podpisywanie płyt. To musi być dopiero coś. Trochę jednak za dużo od siebie wymagam.
Do castingu zostało równo 3 i pół godziny... Usiadłem na kanapie i rozleniwiłem się. Oglądałem telewizje, nawet nie wiem co leciało, bo moje myśli pochłonięte były przyszłością. Po jakimś czasie zdecydowałem, nie było łatwo, ale zdecydowałem. Nigdzie nie idę, nie dzisiaj, nie w tym życiu. Oznajmiłem sobie i pstrykałem po programach w poszukiwaniu czegoś interesującego.
-Ekhmm.-Usłyszałem chrząknięcie, odwróciłem się i ujrzałem coś pięknego. Znaczy.. kogoś pięknego,
Za moimi plecami stała Rose, ubrana w krótką zwiewną sukienkę koloru białego, którą wokół talii przeplatał czarny pas. Było to ubranie na ramiączkach ze średnim dekoltem. Ona była taka drobna! Z pewnością moimi dwiema dłońmi oplótłbym jej pas i zostało by swobodnie miejsca. Brązowe sprężyny kaskadami spadały na jej ramiona, tworząc seksowny nieład, a na twarzy iskrzyło się skrępowanie. Jej czerwona od pomadki warga znów zaciśnięta była w jej białych zębach.
-Pięknie wyglądasz.- Powiedziałem wstając z sofy i przygladałem się jej od góry do dołu.- Wow. Z jakiej to okazji?
-Noo, przecież miałam Ci towarzyszyć podczas castingu. N-nie chcę Ci narobić wstydu,, postanowiłam się jakoś tak jakoś um, lepiej ubrać.- Mówiła cicho, ale wystarczająco bym usłyszał.- Zapomniałeś?- Zapytała patrząc na mój ubiór.
No taak. Nie wyglądałem zbyt przyzwoicie. Czarne porozciągane i miejscami prujące się spodnie od dresu, a do tego T-Shirt, który kiedyś miał kolor biały. Tak, kiedyś. Dzisiaj nie umiem określić jego barwy.
-Znaczy, Rose. Wybacz, ale nigdzie nie idę.- Dziewczyna stała cicho i po raz pierwszy od dawna sama z siebie spojrzała w moje oczy. Patrzyła w chwilę po czym odwróciła wzrok i usiadła na kanapie.
                                     ***perspektywa Rose***
 Nie umiałam nic powiedzieć. Nic. Zero jakiego kol wiek dźwięku. Gdyby moje życie miało zależeć od tego, czy się teraz odezwę czy będę milczeć- umarłabym. Próbowałam jakoś dobrać słowa, ogarnąć myśli by mu powiedzieć, że powinien, ale no do cholery jasnej nie umiem. Miałam zbyt mało odwagi. Zbyt bardzo mnie onieśmielał. Boże, jakie to chore.
-Nie gniewasz się?- Zapytał chłopak i przysiadł się obok dotykając mojego uda. Kiwnęłam tylko przecząco głową i lekko się wzdrygnęłam na jego dotyk.
-Uh.. To Twoja decyzja, jednak nie zmienia to wiesz, yh faktu, że powineś, znaczy, powinie-nieneś spróbować.- Okropnie się jąkałam, nie wiedzieć czemu.
-Może i masz rację.
-Mam.- Szepnęłam na co chłopak się tylko szeroko uśmiechnął.
                                                            ***                                     
-I jak wyglądam?- Zawołał chłopak wychodząc z łazienki. Siedziałam naprzeciwko drzwi pod ścianą, czekając aż się 'wystroi', kiedy wyszedł momentalnie wstałam na równe nogi.
-Uh, pięknie -szepnęłam wystarczająco by chłopak mógł to usłyszeć, szybko zakryłam usta dłonią. Co ja właściwie powiedziałam. Przecież on pomyśli, że jestem idiotką, lecz gdybym miała być szczera powiedziałabym, że wyglądał na prawdę seksownie. .
Na mój gest na twarzy Liam’a wymalowany był lekki zadziorny uśmieszek.
Miał na sobie piaskową koszulę zapiętą na zaledwie 3 guziki, a po niej zwisał zwyczajny srebrny łańcuszek, czarne rurki i biało czarne Reebok'i. Włosy na żelowane, stawione do góry, jednak trochę też pochylone w bok. Jego ostry zapach wody kolońskiej trafił do moich nozdrzy, a ja rozkoszowałam się ich esencją.
-Możemy iść?- Zapytał zabierając kluczę ze stołu, a ja kiwnęłam głową.
                                                        ***
Jechaliśmy już w aucie, kiedy twarz Liam’a nabrała dziwnego wyrazu. Zjechał na pobocze i się zatrzymał.
-Ej co jest?- spytałam głośniejszym głosem niż zwykle gdy ten wysiadł z auta. Chwilę siedziałam przyglądając się gdzie zmierza gdy spostrzegłam 2 postacie. O w dupę...


!!!CZYTASZ= KOMENTUJESZ!!!
Jak Wam się podoba rozdział? Osobiście jesteśmy całkiem zadowolone z niego. :)
No wiec do konkretów: Rozdziały będą dodawane w różnych  terminach, poprzez nierówne odcinki czasu. Wiecie, wakacje, wyjazdy różne.  A no i: MIŁYCH WAKACJI MISIE. ;*

Tala żebrak: Dajcie mi follow na instagramie, plisplisplis dam Wam follow back. :* (link znajdziecie w prawym rogu w zakładce: ' moje inne konta'. )

EDIT: Jeżeli chcesz być na bieżąco w rozdziałami wpisz swoją nazwę TT lub nr  gg w komentarzu. Na TT bd Was informowac Ola, a na gg Tala. :))

sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 5.

 Nie chcąc dłużej patrzeć na cięcia, idealnie zakryłam je i wyszłam. Stałam na środku przedpokoju próbując odgadnąć gdzie znajduje się Liam. Nie słyszałam żadnych dźwięków, wiec ruszyłam do salonu, tam gdzie wcześniej razem siedzieliśmy. Nie było go tam, więc przechadzałam się po całym domu. Najpierw jego sypialnia, następnie pokój gościnny, który ja zamieszkiwałam, na sam koniec weszłam do kuchni. Właśnie tam był. Na przywitanie usłyszałam jego delikatny głos, wyśpiewujący jakiś tekst piosenki.
                                    I’m broken, do you hear me?
                                    I’m blinded, ‘cause you are everything I see
                                   I’m dancing, alone
                                   I’m praying
                                  That your heart will just turn around
                                 And as I walk up to your door
                                 My head turns to face the floor
                                Cause I can’t look you in the eyes and say

Rozkoszowałam się muzyką, która trafiała do moich uszu, gdy nagle jego głos zaczął się załamywać. Zamilkł i pochylił się nad zlewem. Otrząsnęłam się i stałam dalej w przejściu. Nie wiedziałam za bardzo jak się zachować, przygryzłam wargę i czekałam na nie wiadomo co. Nagle wziął do ręki kieliszek z przeźroczystym płynem i podnosząc go do góry wypił do dna, po czym się obrócił.
-Oh Rose, nie usłyszałem jak wchodzisz.- Widziałam ten wymuszany uśmiech, serio nie był on potrzebny.- Napijesz się może czegoś? Kawy? Herbaty?
-Herbaty proszę.- Odpowiedziałam przyglądając się jego ruchom, po czym nie pewnie usiadłam na tym samym krześle co wcześniej. 
Trwaliśmy w ciszy, do pory, gdy Liam nie podłożył mi pod nos gorącej herbaty. Na podziękowanie uśmiechnęłam się, a on zajął miejsce na przeciwko mnie. Smutek wypełniał każdą część jego ciała, to okropne i takie załamujące, jeszcze wczoraj był przepełniony szczęściem. To niewiarygodne jak wszystko może się zepsuć w ciągu kilku minut, poprzez kilka niepotrzebnych słów.
-Nie przejmuj się nią...- Wybąkałam i szczerze nie mogłam uwierzyć w to, co właśnie wydobyło się z moich ust. Głupio się poczułam i od razu spuściłam wzrok. Nie wiem czemu w ogóle z tym tak wystrzeliłam. Uh.. Pewnie dlatego, że jego smutek mnie dołował, też chciałam mu pomóc tak jak on pomagał mi. Dał mi dach nad głową, mimo, że nic o mnie nie wiedział. 
-Łatwo mówić...- Odpowiedział, jednak ja już nie miałam odwagi nic powiedzieć. Chcąc uciec od jego wzroku wzięłam do ręki kubek ze wrzącą herbatą i duszkiem zaczęłam ją pić, po czym głośno pisnęłam rzucając kubek na ziemie. Brunet zwinnym ruchem wstał i nim się obejrzałam już stałam przy zlewie, przepukując usta zimną wodą, a on zmywał herbatę z podłogi.
-Przepraszam. Ja to po-posprzątam.- Ledwo to wypowiedziałam, moja cała jama ustna paliła mnie w cholerę. Boże jaka ze mnie sierota.
-No co ty, jesteś gościem, nie martw się, posprzątam i po wszystkim.- Uśmiechnął się ukazując szereg śnieżnobiałych zębów.
Po 10 minutach już z powrotem zasiedliśmy do stołu. 
-Tak w ogóle, to ile ty tam w progu stałaś?- Serio? To jest ważne?
-Zdążyłam usłyszeć jak śpiewasz.- Odpowiedziałam cicho, a mój wzrok jak zawsze spoczywał na wszystkim, tylko nie Liamie. Moje dołeczki lekko uniosły się ku górze, na samą myśl o jego czystym wokalu.
-O boże...
-Um... Nie martw się... M-mi.....yh.- Zaczęłam, ale nie dokończyłam, głupio mi było. Ta durna nieśmiałość. Eh.
-Ci....?- Kontynuował rozpoczęte zdanie, z czego za bardzo się nie ucieszyłam.
-Mi się, no, podobało. Masz wiesz... talent.- Wybąkałam ledwo słyszalnym tonem siedząc z założonymi rękami na brzuchu i wpatrując się w nie.
-Dziękuję.- Bardzo widoczne było to, że brunet starał się powstrzymywać wybuch śmiechem.
Znów trwaliśmy w ciszy, jezu jak jej nie lubiłam. Polubiłam jego głos i styl mówienia, uwielbiałam słuchać jak mówi. Nigdy sie nie jąkał, jego głos był przepełniony taką pewnością siebie. 
-Miałem zamiar iść do X-Factora, wiesz taki program dla ludzi z talentem... Ale zrezygnowałem. Za słaby jestem.
Co proszę? Człowiek, który właśnie śpiewał najpiękniejszy tekst jaki kiedy kol wiek słyszałam, bez ani jednej nuty fałszu, z taką pewnością w głosie mówi, że jest w tym słaby? Padłam. Przecież taki talent trzeba ukazać światu, by mogli się jego muzyką rozkoszować jak ja.
-Powinieneś iść.
-Jaki jest sens, że tam pójdę?
-Duży.- Brunet tylko się zaśmiał.- Pójdziesz? Chy-chyba, wiesz, warto spró-óbować...- Mówiłam to głosem pełnym niepewności i nieśmiałości.
-Hm... - Znów bezcelowo wlepiał oczy w okno, a po kilku minutach ciszy odezwał się.- Przemyślę to jeszcze, mam cały dzisiejszy dzień i czekajacą noc. W razie jak się zdecyduje, to dotrzymasz mi towarzystwa?
-Dobrze- Odpowiedziałam, a na moją twarz wdrapał się drobny uśmieszek.
                                                                ***
Jejku ile ja mogę na nią czekać? Rebecca zawsze się spóźniała, ale nie tak długo. Chyba najgorsze jest to, że nie odbiera telefonu, zero kontaktu. Postanowiłam dopić swoje Latte Macchiato i pójść sama.
-Stary czemu ty nic załatwić nie umiesz? Umówisz się z dupą tam gdzie zawsze, dosypujesz i spier*alacie.- Tak bardzo sie nudziłam, że aż zaczęłam podsłuchiwać nadzwyczaj dziwną rozmowę przystojnego mężczyzny siedzącego do mnie plecami.- I gówno mnie obchodzi to, że tchórzysz, albo działasz, albo wylatujesz!- Spotkałam się wzrokiem z kolesiem rozmawiajacym przez telefon, uh, aż ciarki przeleciały przez moje ciało. Jego pełne zdenerwowania spojrzenie zawiesiło się na moim dekolcie. Boże, zaraz się chyba porzygam.- Kończę, masz to załatwić.- Po ostatnich słowach nerwowo zaczęłam zbierać swoje rzeczy. 
Dopiłam szybko końcówkę kawy i podnosząc czarną torbę ze srebrnymi wszywkami upuściłam telefon na ziemie. Za nim zdążyłam się  po niego schylić, znajdował sie on w uścisku nieznajomego. Cholera.
-To chyba Twoje ślicznotko.- Jego głos był czarujący, w pełni spokojny, i taki, umm, ciepły. 
-Ta, dzięki.- Podniosłam wzrok na wysokość jego szarych tęczówek i wyciągnęłam rękę w stronę mojego telefonu, by odebrać go z rąk nieznajomego, jednak on złapał za nią, mocno złapał, po czym przyciągnął mnie do swojego torsu i odgarniając włosy za ucho szepnął:
-Nie tak szybko, kochaniutka...

-ROSE! Obudź się.- Usłyszałam znajomy głos, od razu otworzyłam powieki, jednak nie wstawałam z łóżka, pozwoliłam sobie na chwilę przemyśleń. Nie wiedziałam konkretnie co się wokół mnie dzieje. Ten.. 'sen' był taki realny, miałam takie deja vu*. Ten chłoapk, skądś go kojarzę... Jednak za mało go widziałam, by stwierdzić kim jest, jego postura była taka niewyraźna, zamazana.
-Wszystko okej?- Zapytał Liam, który zauważył przerażenie budujące się na mojej twarzy. Szybko wszedł na łóżko i usiadł obok mnie.
-Tak... Tak jest dobrze.- Powiedziałam niepewnie i wstałam.- Uh.. Liam... Nie mam się, yh, znów w co ubrać. Wiesz może gdzie są te rzeczy w których do Ciebie przyjechałam?- Mówiłam szybko i niewyraźnie, byłam zbyt wstydliwa, by na luzie to wszystko wypowiedzieć, i jeszcze patrzeć się w jego oczy. Jeju, nie wyobrażam sobie, bym kiedykolwiek była w stanie wykonywać te dwie czynności, konkretniej mówienie i patrzenie w jego piękne tęczówki na raz, to by było zbyt  dużo.

   *Deja vu- odczucie, że przeżywana obecnie sytuacja wydarzyła się już kiedyś, w jakiejś nieokreślonej przeszłości


                      !!!CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!!
Uh koniec. Napisanie tego rozdziału było dosyć trudne, tym bardziej, że obydwie mamy teraz dosyć poważny problem.  Prosimy o komentarze. :)

sobota, 15 czerwca 2013

Rozdział 4.

Nie mogłam uwierzyć w to co właśnie powiedział Liam. Nie znałam Darcy zbyt dobrze, to znaczy w ogóle jej nie znałam, ale nie spodziewałam się tego po niej.
-O boże... Li.. Liam tak mi przykro.- Dotknęłam lekko jego ramienia, ale szybko cofnęłam rękę po tym jak spojrzał na mnie chłopak.
Przez chwilę trwaliśmy w ciszy przez co czułam się trochę niezręczne. Wzrok bruneta znowu skierował się w kierunku kolażu. Strasznie za nią tęsknił., potrafił okazywać emocje. Nie był jak większość chłopaków, po których ta sprawa spłynęła by jak po maśle.
- Jeśli chcesz się już ubrać to Darcy zostawiła parę swoich rzeczy.- Usłyszałam ciepły głos Liama przepełniony smutkiem.
- Um.. a Darcy nie obrazi się jak wezmę jej ciuchy?
- Myślę, że mimo naszej kłótni nie miała by nic przeciwko.- Chłopak wstał z łóżka i podszedł do dużej szafy szukając w niej jakiś ciuchów. Poszukiwania zajęły mu nie więcej niż minutę. Z szafy wyciągnął ciemno granatowe jeansy i czarny sweter w białe wzorki.
- Cz.. czy mogłabym wziąć prysznic? -Zawahałam się zadając to pytanie. Nie chciałam się narzucać.
-Pewnie, łazienka jest na końcu korytarza.- W jego głosie nadal był smutek, ale wymusił uśmiech. Nie był szczery. Nie dziwiłam mu się.
Bez słowa chwyciłam ubrania, które dał mi Liam i udałam się do łazienki.
                                                                    ***  
Wygramoliłam się spod szklanego prysznica. Nie mogłam uwierzyć w to, że nawet łazienka była aż tak perfekcyjna. Ubrałam na siebie granatowe jeansy i czarny sweter w białe wzorki, które dał mi chłopak.  Włosy spięłam w niedbały kok. Nie miałam ze sobą  kosmetyków wiec nie mogłam sobie zrobić makijażu. I tak nie byłam zwolenniczką malowania się, przynajmniej takie mam przeczucie.
Wystawiłam głowę zza drzwi łazienki, nie było tam nikogo. Postanowiłam odłożyć szlafrok na swoje miejsce. Szybko doszłam do pokoju w którym spałam i pospiesznie odłożyłam bawełniany materiał. Nim się obejrzałam zauważyłam odbicie w dużym lustrze, którego nie dostrzegłam wcześniej. Zmierzyłam wzrokiem swoją sylwetkę w odbiciu lustra. Wyglądałam nawet ładnie. Spodnie idealnie na mnie leżały, podkreślając moje długie nogi, a luźny sweter nadawał mojej twarzy dziecięcego uroku.
Zeszłam na dół po drewnianych schodach w poszukiwaniu Liam'a. Zajrzałam dyskretnie do kuchni. Była pusta. Nagle do moich uszu dotarły jakieś dźwięki dochodzące z salonu. Był tam. Stanęłam w progu pokoju obserwując chłopaka. Oglądał jakiś mecz, typowy facet. Jego wzrok skupiony był na ekranie telewizora plazmowego, nie zauważał mnie, więc miałam ogromną ochotę do niego krzyknąć: Halo jestem tu! Może w końcu mnie zauważysz?! Ale przecież jestem jego gościem. Założę się że jak bym to powiedziała wywalił by mnie z tego domu na zbity pysk, jednak frustracja wzięła górę i odezwałam się w końcu .
- Cz.. Czy mogę się przysiąść?- Wybąkałam  nerwowo. Jego wzrok momentalnie skupił się na mnie. Zmierzył mnie nim jakieś 3 razy, za nim raczył odpowiedzieć.
- Tak pewnie, siadaj - poklepał delikatnie miejsce obok siebie, więc ruszyłam w stronę chłopaka. Wyglądało to zbyt pewnie. Cholera.
Chwilę później siedziałam już obok Liam'a. Zapach jego wody kolońskiej momentalnie uderzył w moje nozdrza. Pachniał nieziemsko! Jego wzrok nadal skupiony był na telewizorze. Czy ja do cholery wyglądałam jak powietrze? Byłam aż tak niezauważalna?
-Lubisz piłkę nożną? - Jego głos był taki łagodny, lecz dalej przepełniony smutkiem. Biedny chłopak.
Nie odpowiedziałam mu, pokiwałam tylko przecząco głową zmuszając go do popatrzenia na mnie. Jego wzrok zatrzymał się na moich ustach. O co mu kurde chodziło? Ten koleś jest zbyt tajemniczy, ale również  strasznie seksowny. Ugh, nie wiem co ja mam myśleć, ani robić.
Szybkim i zwinnym ruchem Liam przysunął się do mnie. Natychmiast zaschło mi w gardle, a mój oddech przyspieszył. Jego ręka powędrował na moje ramie, lecz ja byłam szybsza i odsunęłam się od chłopaka.
Na czole bruneta widniały wymuszone zmarszczki,  a na twarzy można było również zauważyć małe podirytowanie. Lekko uśmiechnął się do mnie.
- Rose nie mam zamiaru Ci nic zrobić.- Jego głos był ciepły i przyjazny.-  Proszę nie bój się mnie.
Głośno przełknęłam ślinę. Nie miałam bladego pojęcia co mam mu odpowiedzieć, nie wiem czy nawet byłabym w stanie wydusić z sobie chociaż jedno słowo.
Liam odsunął się ode mnie kawałek, lecz na tyle aby mógł mnie dotknąć za rękę. W jego wzroku było widać że rozumie to, że po prostu się boję.
- Um.. ja chyba powinnam wrócić do domu.
- Jakiego domu?- Zapytał zdziwiony unosząc jedną brew do góry.
- Do mojego domu .
- Jak chcesz tam wrócić skoro nic nie pamiętasz?- Cholera. Dobre pytanie Payne. Punkt dla Ciebie. 
Chciałam po prostu wybrnąć z tej napiętej sytuacji. Nie mam nawet pojęcia po co to mówiłam, nie chciałam wychodzić z jego domu.
- Rose posłuchaj mnie.- Przełknął ślinę i kontynuował.- Nie pamiętasz nic ze swojej przeszłości. Jeśli tylko pojawi się gdzieś ten mężczyzna znów cię skrzywdzi. Obiecaj mi, że zostaniesz tutaj dopóki nie odzyskasz pamięci chociaż częściowo. Tak będzie lepiej dla ciebie.
Może on miał rację. Powinnam zostać tutaj dopóki wszystkiego sobie nie poukładam. Z jednej strony nie wiedziałam też jaki jest Liam. Mógł udawać takiego opiekuńczego i miłego. Ale kto nie ryzykuje, ten nie zyskuje, i tak nie mam nic do stracenia przecież.
W pokoju zrobiło się strasznie gorąco, ten sweter był bardzo ciepły. Podwinęłam rękaw u prawej ręki a następnie u lewej. Nim się obejrzałam ciepłe dłonie Liam'a zaciśnięte były na moim prawym nadgarstku.
- Rose co się dzieje? Czemu to zrobiłaś?- Ton jego głosu był strasznie poważny.
Ale co zrobiłam? Nie wiedziałam o co mu chodzi dopóki nie spojrzałam na nadgarstek. Widniały na nim cięcia. Chyba stare, bo już ze strupami.
- J..ja nic nie pamiętam- Byłam w szoku, jak mogłam sobie takie coś zrobić?
Chłopak puścił mój nadgarstek, podniósł się z sofy i ruszył w stronę drzwi, zostawiając mnie samą. Słyszałam jak wchodził na górę, nie wiem co miał zamiar zrobić. Jeszcze raz zobaczyłam na to miejsce w którym zaciśnięta była wcześniej dłoń bruneta. Nim się obejrzałam on wrócił tutaj z jakimś białym  pudełkiem. Zajął miejsce koło mnie i otworzył tajemniczą szkatułę. Były w niej plastry, bandaże, woda utleniona, gazy i jeszcze parę innych rzeczy. Przyniósł apteczkę? Po co? Te ciecia i tak są stare. Wyjął z pudełka bandaż i oplótł  nim mój dawno zraniony nadgarstek. Był taki opiekuńczy i delikatny zakładając opatrunek.
- Nigdy więcej tego nie rób. Proszę. - Boże, on był taki wrażliwy i opiekuńczy.
Chyba coś do niego czułam, chociaż może raczej nie? Kurde o czym ja myślę? Przecież znam tego faceta nie cały dzień, nie będę pieprzyć o miłości. Byłam strasznie zmieszana. Nie chciałam się zakochiwać. Mimo utraty pamięci wiedziałam, że nieszczęśliwa miłość boli, oczywiste prawda?
- Ja pójdę do toalety, za moment wracam.- Pospiesznym krokiem ruszyłam w kierunku wymierzonego celu. Chciałam z czystej ciekawości sprawdzić, czy nie mam tego więcej.
Jak tylko weszłam do łazienki, zamknęłam za sobą drzwi na zamek. Czemu ja nic nie zauważyłam podczas kąpieli? Nieważne.
 Szybko podwinęłam nogawki od spodni sprawdzając czy nie mam tam więcej śladów po cięciach. Kostki- puste. Odpięłam guzik od spodni i zsunęłam je na wysokość kolan, sprawdzając czy nie mam 'tego' na udach. Nie wierzyłam własnym oczom. Co to jest?! Wsunęłam z powrotem spodnie na siebie, nie mogłam dłużej tam patrzeć. Moje serce dziwnie zakołatało. Próbując się uspokoić usłyszałam pukanie do drzwi.
-Rose wszystko dobrze? Co tam tak długo robisz?- Co odpowiedzieć? Boże. Nie przygotowałam się na to.
-Um, wybacz.... a.. ale wiesz, umm... kobiece sprawy?- Odpowiedziałam mu raczej pytaniem, niż normalnym zdaniem, ale to mniej ważny szczegół.
 -Yy przepraszam.- Wybąkał brunet i oddalił się od drzwi. Podejrzewam, że znowu poszedł oglądać mecz
 Gdy tylko usłyszałam oddalające się kroki przypomniałam sobie o sytuacji która przed chwilą się wydarzyła.
Ponownie ściągnęłam spodnie, kierując wzrok na udo. Była to dosyć świeża rana, która wyglądała okropnie. Milion poziomych i pionowych czerwonych kresek, między którymi widniał głęboki napis BEN. Kto to? Jaki Ben? O co chodzi? W co ja się wpakowałam? Wytłumaczy mi to ktoś?

***

                                                           *WAŻNE* 
CZYTASZ=KOMENTUJESZ!!!! (Wystarczy jednym słowem, to tylko 5 sekund.)
Hej, mam na imię Ola i będę prowadziła tego bloga zamiast Natalii M., która ze swojego lenistwa odeszła. </3  Czyli prowadzimy go ja i Natala Dz.
Mamy do was ogromną prośbę o komentowanie, głosowanie w ankiecie i o rozsyłanie bloga znajomym, przyjaciołom, bo jak będzie mało komentarzy przy tym poście to nie mamy po co prowadzić bloga dla kilku osób. Bardzo was proszę, bo Wasze komentarze motywują nas do pisania częściej i ciekawiej. Dziękuję za przeczytanie :)

wtorek, 11 czerwca 2013

Rozdział 3

                                            ***Następnego dnia***
Leniwie otworzyłam powieki i zmierzyłam wzrokiem pokój w którym się znajdywałam. Całkiem przytulnie, skromnie, ale przytulnie. Otaczały mnie limonkowe ściany ozdobione najróżniejszymi obrazami i dekoracjami. Na przeciwko dwuosobowego łóżka, na którym leżałam były drzwi z ciemnego drewna, a obok dwa czekoladowe fotele, między którymi stał malutki stolik pod kolor drzwi. Nie zabrakło także mebli takich jak szafa, stała po mojej prawej stronie, a zaraz za nią szklane drzwi, które jak się domyślałam prowadziły na taras.
Zebrałam siły i jakoś się wywlekłam spod ciepłej pościeli. Stanęłam przed lustrem, po czym na moment zasłoniłam twarz dłońmi. Jezu, jak ja wyglądam. Byłam cała poobijana, a siniaki stanowiły 3/4 mojego ciała. Opuszkami palców przejechałam po swoim lustrzanym odbiciu. Wyglądałam jak po jakieś ciężkiej wojnie. Kiedy, gdzie, jak i czemu to się stało? Zresztą, uh, nie wiem czy na pewno chce to wiedzieć. Teraz moim zmartwieniem było to, co ja na siebie założę? Dziwnym trafem byłam w samej bieliźnie, a nigdzie nie widziałam mojego białego T-Shirtu oraz materiałowych szortów. Poprawka: Nigdzie nie widziałam żadnych ubrań.
Przeszukałam już chyba wszystkie miejsca pokoju i nic, 'wyparowały'. Na szczęście w jednej z szuflad pojemnej szafy znalazłam szlafrok, co prawda męski, ale mam czym się okryć i zasłonić siniaki. Założyłam na siebie tę narzutę i niepewnie nacisnęłam na metalową klamką. Zaraz z 'mojej' sypialni przeszłam na rozległy, kafelkowany przedpokój.
-Liam.-Powiedziałam półtonem, lecz odpowiedziała mi tylko cisza. No nie dziwie się, pewnie jeszcze śpi ze swoją dziewczyną, a ja jak ten wrzut na tyłku się do nich przyczepiłam. Owszem, jest mi głupio i niezręcznie, ale mimo wszystko cieszę się, że mogłam tę noc przenocować w tak dobrych warunkach. Tylko, co dalej? Gdzie pójdę? Co zrobię? Jak to wszystko się ułoży? Rozmyślałam o tym wszystkim powoli idąc w stronę jego sypialni. Gdy już doszłam do dębowych drzwi lekko w nie zastukałam. Nic, cisza. Powtórzyłam, po czym znów to samo, jak mieli zamiar mnie ignorować, to po kija mnie tu ściągnął? Odwróciłam się szybko na pięcie, lecz niestety, moje niezdarstwo dało o sobie znać i poślizgnęłam się na wrzosowej kafelce, lądując twarzą w drzwi, które poprzez moc mojego uderzenia otworzyły się, a ja wpadłam do środka. Śmieszna sytuacja prawda? A wiecie jaka żenująca? No przecież ja nie wiem, co oni mogli tam robić. Szybko pozbierałam się z ziemi starając nie patrzeć przed siebie, jednak wścibskość wygrała. Zerknęłam, i co widzę? Puste, perfekcyjnie zaścielone łóżko. Moją pierwszą reakcją, było wybuchnięcie cichym śmiechem.
Powoli obeszłam cały pokój, po czym podeszłam do granatowej ściany, na której wisiał przeogromny kolaż, składający się ze zdjęć Liama i jego dziewczyny, niestety nie zdążyłam jej poznać wczorajszego wieczoru.
Wow. Wyglądali na na prawdę szczęśliwych i zakochanych w sobie. Na fotografiach okazywali sobie swoje uczucia, wyglądali, jakby poza sobą świata nie widzieli. Przeanalizowałam po swojemu każde zdjęcie, uśmiechając się do siebie, one były takie urocze.
-Dzień dobry. -Usłyszałam za sobą znajomy głos. Kurde! Zapomniałam, że znajduje się u kogoś obcego w domu, w jego osobistej sypialni, i wpatruje się jak popierdolona w jego prywatne fotografie.
-Oh, cześć.- Odpowiedziałam całkowicie skrępowanym głosem. Błagam nie proś mnie o tłumaczenie. Błagam, błagam, błaga...
-Co tu robisz?- Zapytał uśmiechając się w moją stronę. Uhh, czy ty mi do cholery robisz na złość?
-Um... No bo wiesz... -Próbowałam sensownie złożyć zdanie, bawiąc się palcami.
-Nie musisz się tłumaczyć, tylko spytałem.- Jak nie muszę to po co pytasz? Boże.- Przyjdziesz na śniadanie?- Kiwnęłam nie pewnie głową i przygryzłam nerwowo wargę.
Przechodząc przez wrzosowy korytarz w końcu doszliśmy do nowocześnie umeblowanej kuchni. Czy w jego domu wszystko musiało być takie perfekcyjnie poukładane? Zero nieładu.
Usiadłam na wysokim krześle i wpatrywałam się w tyłem obróconego do mnie Liama. Jego ciało było  dobrze zbudowane, średniej wielkości mięśnie na rękach przebijały się przez bawełniany T-Shirt, a włosy wyglądały, jakby przez ostatni tydzień nie spotkały się z grzebieniem, ale to nie wyglądało źle, wręcz przeciwnie, dosyć seksownie.
-Na co się tak patrzysz? -Zapytał rozbawionym tonem zerkając przez ramie w moim kierunku. Momentalnie pobladłam, moje policzki nabrały koloru buraków, a wzrok został zniesiony na marmurowy blat. Cholera. Przydałoby się więcej refleksu i trzeźwego umysłu -Omleta?
-Proszę.- Po chwili pod moim nosem znalazło się przepysznie pachnące śniadanie.- Mm, pięknie pachnie, dziękuje.
-To mój specjał.- Po jego słowach uśmiechnęłam się sama do siebie, na czym skończyliśmy rozmowę.
Siedzieliśmy oboje i spożywaliśmy posiłek w grobowej ciszy. Nie móc się oprzeć pokusie spojrzałam na bruneta, nawet nie zauważył. Ciężko nad czymś myślał, posmutniał, nawet nie jadł, tylko siedział i pusto gapił się w okno. Po chwili wstał i szybkim krokiem poszedł- jak się domyślam- do sypialni. No cóż. Myślałam, że nagłą zmianę humoru przeżywają tylko kobiety podczas miesiączki, myliłam się.
Iść za nim, czy zostać? Nie wiem, pustka, nic. Z jednej strony mogłabym pójść, ale co jak chce być sam, z drugiej strony może towarzystwo drugiej osoby mu lepiej zrobi niż samotność?
Po chwili namysłu zeskoczyłam z krzesła i ruszyłam pod drzwi pomieszczenia w którym znajdował się brunet. Były uchylone, w związku z czym nie wiele myśląc weszłam tam. Zrobiłam to tak cicho, że nawet nie usłyszał. Siedział skruszony na rogu łóżka i patrzył w ten sam kolaż co ja wcześniej. Nie widziałam jego twarzy, gdyż siedział tyłem do mojej postury.
Jak zacząć rozmowę? Nawiązać kontakt? Cokolwiek. Myśl Rose!
-Kto to?- Palnęłam głupio, mimo, że znałam odpowiedź na to pytanie. Jego głowa opadła na dół, na co ja zacisnęłam palcami framugę drzwi, w których stałam.
-Moja dziewczyna....znaczy była.
-Ale... jak to była, przecież jeszcze wczoraj tu była? Gadaliście normalnie?- Kurcze, powinnam się czasami ugryźć w język. Jestem zbyt infantylnym człowiekiem, zdecydowanie.
-Siadaj, nie gryzę.- Jego ton głosu okazywał cholerny smutek. Powoli doszłam do chłopaka, usiadłam obok niego.
-Co się stało?
-Kłótnia, okropna kłótnia. Masz bardzo twardy sen, jeżeli nie słyszałaś.
-Uh. Przykro mi. Pogodzicie się... Zobaczysz.- Próbując go pocieszyć, marnie się uśmiechnęłam.
-Nie będzie.- Powiedział zdruzgotanym głosem, po czym wstał i podszedł do okna będącego na tej samej ścianie co zdjęcia. Wow, on serio musiał ją kochać, że tak to przeżywa.- Ona mnie zdradziła, to koniec.

                                         ***PRZECZYTAJ!***
Czytasz=KOMENTUJESZ!  Chociażby jednym słowem. To na prawdę dla mnie wiele znaczy, proszę też o głosowanie w ankiecie, która znajduje się w prawym górnym rogu. :)
 Mam pytanie: Czy fabuła wgl wydaje się wciągająca? Liczę na szczere opinie, jak i szczere komentarze.
Ślicznie dziękuje za te 1k wyświetleń. <3
A no i jeżeli nie będzie tych 10-15 komentarzy zamykam bloga, ponieważ nie chce pisać dla kilku osób. ;c Byłabym niezmiernie wdzięczna za rozgłoszenie bloga znajomym.
Ps: W moim opowiadaniu Liam ma dłuższe włosy niż teraz. XD

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rozdział 2.

Mężczyzna o brązowych włosach wyciągnął w moją stronę rękę i pomógł wstać. Bez wahania ją chwyciłam. Wstałam. Byłam roztrzęsiona i zapłakana. Moje ciemno zielone oczy stały się ciemniejsze, a źrenice poczerwieniały. Resztki tuszu kompletnie rozmazane były po moich policzkach. Nie dawałam rady powstrzymać nawet łez. Leciały z moich oczu jak ze strumienia. Nadawało to wszystko mojej twarzy przerażający efekt.
Nie rozumiałam całej tej sytuacji, to było takie pogmatwane. Chyba najgorsze jest to, że nie pamiętam nic, odkąd obudziłam się w tym ciemnym pomieszczeniu, ugh. Na sama myśl mam ciarki na skórze.
Chłopak widząc w jakim stanie się znajduje wdał się w zakłopotanie, po chwili przyciągnął mnie do swojego torsu, przytulił i przeczesując delikatnie moje kasztanowe loki powtarzał, że będzie dobrze. Jednak nie wiedział co będzie dalej, wiec czemu kłamał? Musieliśmy czekać i się przekonać co przyniesie nam los. Swoją drogą to nienawidzę tych słów, 'będzie dobrze', 'jakoś się ułoży' mam do nich wstręt, są takie zakłamane i sztucznie miłe. Ale doceniam to, że dwuznacznie próbował mnie uspokoić.
-Słuchaj, pojedziemy teraz do mnie do domu, tam zobaczymy co zrobimy dalej, okej?- Zapytał mnie pełnym troski głosem, próbując złapać ze mną kontakt wzrokowy- nadaremne.
W odpowiedzi kiwnęłam tylko głową, a on złapał mocno moją rękę i prowadził szybkim krokiem do swojego niebieskiego mercedesa. Będąc w połowie drogi znów usłyszałam ten okropny głos, ten który tak źle mi się kojarzył i którego tak cholernie się bałam.
-Rose! Jeszcze cie znajdziemy suko.- syknął przez mocno zaciśnięte zęby, jego ton nie wskazywał na to, by żartował. Ale chwila. ZnajdzieMY? To ich jest więcej? Kurwa w co ja się wpakowałam?
Gdy jego słowa doszły w naszą stronę oboje gwałtownie odwróciliśmy się w kierunku mężczyzny nadal leżącego na chłodnym asfalcie.
-Zamknij się.- Powiedział spokojnie nowo poznany chłopak, idąc do przodu.
Nie puszczał mojej ręki, wręcz przeciwnie. Ścieśnił uścisk. Ja natomiast nie mogłam oderwać wzroku od mojego prześladowcy, bałam się, że zajdzie nas od tyłu i coś zrobi. Bałam się ogólnie jego, wydawał się taki nie przewidywalny, jednak jego widok, skulającego się na ziemi dawał mi pewną satysfakcję i odciągał od tych wszystkich negatywnych myśli.

***
Siedzieliśmy już w aucie. Nerwowo bawiłam się włosami, które nagle stały się bardzo interesujące. Czułam się skrępowana, ponieważ mój towarzysz cały czas się na mnie gapił, jak kurwa w jakiś obrazek. W końcu oderwał wzrok i zapalił silnik samochodu.
-Tak w ogóle, to Liam jestem. -powiedział uśmiechając się i wyjeżdżając z tego okropnego miejsca. W duchu cieszyłam się jak głupia, że stąd odjeżdżam - Payne. A ty?
Kurwa. No właśnie. Kim ja jestem? Chyba Rose, tak na mnie powiedział facet w kruczo czarnych włosach. Ale czy mogę mu ufać? Czy na pewno to moje imię, a nie on, wykorzystując mój chwilowy zanik pamięci wymyślił mi nowe dane? Nie wiem. Może to zbyt przesadny scenariusz, ale w takich chwilach zawsze w głowie znajdują się tylko tego typu myśli. Nawet nie jestem pewna tego, jak się nazywam, ile mam lat, skąd pochodzę. To koszmarne uczucie. Wyobraźcie sobie, że nie wiecie nic. Macie kompletną pustkę w głowie, a jej ból przechodzi ludzkie pojęcie. Zero jakich kol wiek wspomnień, zero wiedzy o otaczającym Cię świecie i sobie. To takie przytłaczające.
 -Rose, chyba.-Odpowiedziałam, bojąc się jak na ostatnie słowo zareaguje Liam. Weźmie mnie pewnie za jakąś ćpunkę, którą poniósł melanż. Za nim zdążył cokolwiek powiedzieć, przerwałam. -Nic nie pamiętam. Mam.... kompletny zanim pamięci. W mojej g-głowie jest tylko dzisiejsza sytuacja. Odkąd tylko obudziłam się w tym......cie-ciemnym miejscu, w tym okropnym-m budynku.- Ledwo mówiłam, bo łzy nie dawały za wygraną. Chłopak uważnie słuchał, zerkając co jakiś czas na moją zapłakaną twarz.- Aż do teraz. W ogóle, uh, strasznie mi głupio. Nawet, n-n-nie podziękow-wałam za pomoc. Nie wiem co bym zrobiła, jakbyś się tam nie pojawił.-Wypowiedziałam ledwo u słyszalnym tonem, po czym opuściłam głowę w dół.
Liam nic nie mówił, siedział cicho i zjechał na pobocze. Wystraszyłam się. Zaczęłam się bać teraz jego, był taki poważny, jego wyraz twarzy nie okazywał żadnych uczuć. Bałam się jak głupia. To jak dla mnie za dużo.
-Słuchaj. -Zaczął, ale nie dane mu było dokończyć, bo zadzwonił telefon. -Wybacz na moment.
Odebrał i wysiał z auta. Słyszałam urywki rozmowy, jakaś kłótnia, chyba. Nie zastanawiałam się nad tym. Nie przysłuchiwałam się. Miałam w głowie tylko to, czemu on się zatrzymał. Czy chce mi zrobić krzywdę? Co on do cholery zamierza? Spanikowałam. Odpięłam czarny pas, popatrzyłam po raz ostatni w stronę bruneta i wybiegłam z samochodu.
Szybko się zorientował, bo od razu się rozłączył i ruszył za mną.
-Rose! Co ty wyprawiasz?!-krzyczał za mną, był wkurzony, tak, jakbym mu w czymś przeszkodziła.
-Odejdź!- Wrzasnęłam, odwracając się momentalnie. Wtedy mój brak sił dał o sobie znać. Wywróciłam się.
Zajebiście. Rozjebałam sobie kostkę. Nie umiałam wstać, a mężczyzna goniący mnie był coraz bliżej. Przegrałam znów. Z rąk jednego psychopaty, trafiłam do drugiego. No to czekam teraz kurwa na trzeciego.
-Rose. Czemu uciekłaś?- Zapytał zasapany, stając kawałek ode mnie, jakby specjalnie chciał mi dać przestrzeń osobistą, bym się nie bała. Nie odpowiadałam. Panowała chwilowa cisza, a Payne nie spuszczał wzroku z mojej twarzy. Po chwili zbliżył się do mnie i kucnął na przeciwko. Odgarnął loka z mojej twarzy i zaczął mówić spokojnym tonem.
-Nie bój się mnie, proszę. Nie chce Ci nic zrobić. Zjechałem na pobocze, by z Tobą pogadać, nic więcej. Musiałem wysiąść, bo moja dziewczyna do mnie dzwoniła. Już godzinę temu miałem być w domu. Rozumiesz? Nawet nie miałbym serca się uderzyć. Pójdziesz ze mną? -Czułam lekkie podirytowanie. Mówił do mnie jak do jakiegoś małego dziecka, chociaż z drugiej strony było mi głupio, że go o coś takiego podejrzewałam. Moje policzki zapiekły, ukazując czerwone rumieńce. Payne tylko się uśmiechnął i wstając złapał mnie pod ramie, by pomóc dojść do auta.

                                                                  PRZECZYTAJ!
No wiec przepraszamy, że rozdział jest dodany tak późno. Kolejne mogą być opóźnione z powodu problemów jakie aktualnie mamy. 

środa, 22 maja 2013

Rozdział 1.

Powoli zaczęło brakować mi sił, jednak bałam się stanąć. Bałam się, że mnie złapie. Nie wiedziałam co robić. Moje zobolałe ciało dawało o sobie znać coraz bardziej. Postanowiłam sprawdzić, czy przypadkiem na darmo nie biegnę. Obróciłam się z nadzieją, że już sobie odpuścił, ale niestety. Nadzieja matką  głupich, był tam. Kurwa, był tam, nie dawał za wygraną. Nie mogłam dalej uciekać, to bez sensu! I tak mnie złapie. Chciałam się już poddać, ale zauważyłam kilka krętych i zarośniętych zieloną florą ścieżek. Była to fantastyczna okazja by go zgubić. Może nawet jedyna.
Mimo zwiększającego się z każdym moim ruchem bólu- biegłam szybciej, szczerze nawet nie sądziłam, że to możliwe.
-Kochanie! Stój!- Doszedł mnie krzyk, którego kompletnie się nie spodziewałam. Kochanie? Chyba mu się coś popierdoliło, za przeproszeniem. Bez problemu można było wyczuć nutkę ironii w jego głosie.
Nie zatrzymywałam się, nawet nie obracałam. Udawałam, że tego nie słyszałam. Skupiłam się tylko na jednym, ucieczce. Od niej bardzo wiele zależało, to chyba oczywiste.
Z moich zamyśleń wybił mnie pisk opon i mocne uderzenie jakiegoś metalu w moje biodro. Upadłam na zimny asfalt.
 Ktoś podbiegł. Nie wierzę. Dałam się złapać, już chciałam wstać i dalej biec, gdy usłyszałam delikatny i troskliwy głos.
-Wszystko okej? -podbiegł do mnie przejęty całym incydentem brunet o smukłej sylwetce.
Ignorując pytanie odwróciłam głowę w poszukiwaniu mężczyzny ubranego w czarny płaszcz, który mnie gonił. Był tam. Stał kawałek ode mnie, ale najwyraźniej mnie nie widział. Odetchnęłam z ulgą, ale mimo to wiedziałam,że nadal przecież mógł mnie dojrzeć.
Wróciłam wzrokiem do wysokiego bruneta, który wyciągnął do mnie rękę i pomógł wstać. Nie pewnie ją chwyciłam i dyskretnie spojrzałam, czy ON nadal tam stoi. Stał. Pożerał nas wzrokiem. Mnie i przystojnego bruneta, który nadal trzymał moją rękę.
-Wszystko w porządku?
-Ta..Tak. -odpowiedziałam wahając się. Popatrzyłam w oczy mojego rozmówcy, a on w moje.
-Nie wierzę Ci. Jesteś cała roztrzęsiona. Chodzi o tego kolesia co tam stoi?- skinął głową w stronę mężczyzny, na którego widok przelatywała mnie gęsia skórka.
-Um. Nie. Jest okej. Ja już będę lecieć. Przepraszam, że Ci weszłam na drogę...-powiedziałam i ruszyłam szybkim krokiem przed siebie. Mój rozmówca krzyczał za mną, ale ja nie odpowiadałam.
Po chwili się odwróciłam, szukając mojego prześladowcy. Nie było go. Uśmiechnęłam się sama do siebie odwracając prosto głowę. Poszedł. Udało mi się. Uciekłam. Fala szczęścia rozlała się po moim ciele, ale po chwili zniknęła. Poczułam mocne szarpnięcie moim ramieniem.
-Szukasz kogoś słonko?- Usłyszałam głos pełen ironii i chamstwa. Tak, to był on. Mężczyzna, który cały czas mnie gonił. Czemu mu tak zależało, by mnie złapać? Nie rozumiałam tego, przecież jestem zwykłą nastolatką. Taką, jak każda inna.
Poczułam jak powoli się do mnie zbliża, moje ciało zostało sparaliżowane ze strachu. Przez wszystkie części mojej drobnej sylwetki, przeleciały nieprzyjemne dreszcze. Głośno przełknęłam ślinę, modląc się, by mnie zostawił. Jednak on stał tuż na przeciwko mnie i patrzył wzrokiem pełnym pożądania. Od stóp do głowy. To było strasznie nie komfortowe. Łzy spływały mi strumieniami po policzkach,a on? On się śmiał. Byłam taka przerażona, że nie umiałam nawet nic powiedzieć. Nie zdawałam sobie wtedy jeszcze sprawy, z powagi tej sytuacji.
-Pójdziesz teraz ze mną, i ani mi się waż uciec księżniczko.- szepnął w moje ucho, pobudzając mnie na tyle, bym odzyskała panowanie nad swoim ciałem.
-Zostaw mnie. -powiedziałam cicho i niepewnie, po czym on ścisnął moją rękę, chamsko się uśmiechając. Jakby mój ból sprawiał mu niezmierną radość i szczęście.- Zostaw mnie do cholery!- krzyknęłam, na co on zareagował nie korzystnie dla mnie. Uderzył mnie w twarz. Z moich ciemno zielonych oczu po raz kolejny poleciały łzy. Ból był przeogromny, tak samo jak siła jego ciosu.
-Nadal będziesz protestować?-powiedział, a z jego twarzy nie znikał arogancki uśmieszek.
-Ej! Zostaw ją!-usłyszałam delikatny i troskliwy głos, który znacznie zmężniał ze względu na panującą sytuacje. Poczułam ulgę, ale zarazem strach. Bałam się, że nowo poznany brunet ucierpi na tym.
-Spierdalaj. -Odpowiedział prześladowca tonem pełnym oburzenia, po czym odepchnął mnie na ziemie. Był wkurzony, nawet bardzo. Jego pięści zaciskały się coraz mocniej, aż w końcu zostały podniesione w górę. Zacisnęłam powieki, nie chciałam na to patrzeć. Jednak z drugiej strony nie mogłam go tak zostawić. Po usłyszeniu kilku krzyków i przekleństw otworzyłam oczy. Mój wzrok przykuł obraz leżącego i zwijającego się z bólu na ziemi mężczyzny w czarnym płaszczu. I nad nim stojącego bruneta, przecierającego ręce.
-Może to Cie nauczy szacunku do kobiet.- Po tych słowach odszedł w moją stronę.

                                                          !!!PRZECZYTAJ!!
No więc to nasz pierwszy rozdział, mamy niezmierną radość publikując go Wam, mając nadzieje, że nie na marne. Bardzo prosimy o komentarze, w których napiszesz, że czytasz nasz fan fiction. To na prawdę bardzo motywuje. Jeżeli nie chcesz komentować, to chociaż prosimy zagłosować w ankiecie, która znajduje się w prawym górnym rogu strony. :) Z góry dziękujemy. :* 

poniedziałek, 20 maja 2013

Prolog

Obudziłam się w nieznanym mi pomieszczeniu. Dookoła panowały kompletne pustki i ciemności. Ból i strach to jedyne co czułam. Nic nie pamiętałam. Kim jestem? Gdzie jestem? Jak się tu znalazłam? Próbując znaleźć odpowiedzi na te pytania wstałam z podłogi i zaczęłam spacer po pokoju w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia. Co jak co ale nie miałam zamiaru tu zostać. Ciężko było coś znaleźć w takich ciemnościach. Moją uwagę przykuł kwadratowy otwór w ścianie przez który padało światło. Podeszłam do niego. Z okna bił blask księżyca dzięki któremu zauważyłam liczne rany i siniaki a moim ciele. Nagle usłyszałam kroki kierujące się w moja stronę. Dobrze że chociaż nie byłam tam sama. Ale nie wiedziałam, czy się cieszyć na widok nieznanej mi postaci. Wolałam nie czekać by się przekonać. Teraz albo nigdy i wyskoczyłam. Upadek nie był tak bolesny. Wstałam i zaczęłam uciekać. Odwróciłam się na chwilę i zauważyłam, że ta osoba biegnie tuz za mną. Twarz wydawała mi się znajoma, ale nie mogłam stwierdzić skąd ją znam. Nic nie pamiętałam. Jedyne co oświetlało mi drogę to lampy uliczne. Stwierdziłam, że już nikt mnie nie goni. Miałam szczęście, że dał sobie spokój. Mimo to nie ryzykowałam. Biegłam przed siebie. Nie wiem gdzie byle jak najdalej stąd.

**
 Hej! No więc to jest nasz pierwszy blog więc prosimy o wyrozumiałość. Miło widziane komentarze, które nas motywują.  
EDIT: Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach na twitterze to zostaw swój nick w komentarzu.
Pierwszy rozdział dodamy jak będzie przynajmniej 10 komentarzy ;) 


Bohaterowie.

 Główne postacie:

Rosemarie (Rose) Moon- Osiemnastolatka o ciemno zielonych oczach, zgrabnej sylwetce i długich kasztanowych włosach.

Liam James Payne- Go chyba nie trzeba opisywać.

Darcy Smith- Dziewiętnastolatka o cudownych błękitnych oczach, blond włosach ściętych na tzw. bombkę i idealnej figurze. Dziewczyna Liama.

Ben Collins- Dwudziestoczteroletni mężczyzna o kruczo czarnych włosach. Były chłopak Rose. Zajmuje się nielegalnymi interesami.