Powoli zaczęło brakować mi sił, jednak bałam się stanąć. Bałam się, że mnie złapie. Nie wiedziałam co robić. Moje zobolałe ciało dawało o sobie znać coraz bardziej. Postanowiłam sprawdzić, czy przypadkiem na darmo nie biegnę. Obróciłam się z nadzieją, że już sobie odpuścił, ale niestety. Nadzieja matką głupich, był tam. Kurwa, był tam, nie dawał za wygraną. Nie mogłam dalej uciekać, to bez sensu! I tak mnie złapie. Chciałam się już poddać, ale zauważyłam kilka krętych i zarośniętych zieloną florą ścieżek. Była to fantastyczna okazja by go zgubić. Może nawet jedyna.
Mimo zwiększającego się z każdym moim ruchem bólu- biegłam szybciej, szczerze nawet nie sądziłam, że to możliwe.
-Kochanie! Stój!- Doszedł mnie krzyk, którego kompletnie się nie spodziewałam. Kochanie? Chyba mu się coś popierdoliło, za przeproszeniem. Bez problemu można było wyczuć nutkę ironii w jego głosie.
Nie zatrzymywałam się, nawet nie obracałam. Udawałam, że tego nie słyszałam. Skupiłam się tylko na jednym, ucieczce. Od niej bardzo wiele zależało, to chyba oczywiste.
Z moich zamyśleń wybił mnie pisk opon i mocne uderzenie jakiegoś metalu w moje biodro. Upadłam na zimny asfalt.
Ktoś podbiegł. Nie wierzę. Dałam się złapać, już chciałam wstać i dalej biec, gdy usłyszałam delikatny i troskliwy głos.
-Wszystko okej? -podbiegł do mnie przejęty całym incydentem brunet o smukłej sylwetce.
Ignorując pytanie odwróciłam głowę w poszukiwaniu mężczyzny ubranego w czarny płaszcz, który mnie gonił. Był tam. Stał kawałek ode mnie, ale najwyraźniej mnie nie widział. Odetchnęłam z ulgą, ale mimo to wiedziałam,że nadal przecież mógł mnie dojrzeć.
Wróciłam wzrokiem do wysokiego bruneta, który wyciągnął do mnie rękę i pomógł wstać. Nie pewnie ją chwyciłam i dyskretnie spojrzałam, czy ON nadal tam stoi. Stał. Pożerał nas wzrokiem. Mnie i przystojnego bruneta, który nadal trzymał moją rękę.
-Wszystko w porządku?
-Ta..Tak. -odpowiedziałam wahając się. Popatrzyłam w oczy mojego rozmówcy, a on w moje.
-Nie wierzę Ci. Jesteś cała roztrzęsiona. Chodzi o tego kolesia co tam stoi?- skinął głową w stronę mężczyzny, na którego widok przelatywała mnie gęsia skórka.
-Um. Nie. Jest okej. Ja już będę lecieć. Przepraszam, że Ci weszłam na drogę...-powiedziałam i ruszyłam szybkim krokiem przed siebie. Mój rozmówca krzyczał za mną, ale ja nie odpowiadałam.
Po chwili się odwróciłam, szukając mojego prześladowcy. Nie było go. Uśmiechnęłam się sama do siebie odwracając prosto głowę. Poszedł. Udało mi się. Uciekłam. Fala szczęścia rozlała się po moim ciele, ale po chwili zniknęła. Poczułam mocne szarpnięcie moim ramieniem.
-Szukasz kogoś słonko?- Usłyszałam głos pełen ironii i chamstwa. Tak, to był on. Mężczyzna, który cały czas mnie gonił. Czemu mu tak zależało, by mnie złapać? Nie rozumiałam tego, przecież jestem zwykłą nastolatką. Taką, jak każda inna.
Poczułam jak powoli się do mnie zbliża, moje ciało zostało sparaliżowane ze strachu. Przez wszystkie części mojej drobnej sylwetki, przeleciały nieprzyjemne dreszcze. Głośno przełknęłam ślinę, modląc się, by mnie zostawił. Jednak on stał tuż na przeciwko mnie i patrzył wzrokiem pełnym pożądania. Od stóp do głowy. To było strasznie nie komfortowe. Łzy spływały mi strumieniami po policzkach,a on? On się śmiał. Byłam taka przerażona, że nie umiałam nawet nic powiedzieć. Nie zdawałam sobie wtedy jeszcze sprawy, z powagi tej sytuacji.
-Pójdziesz teraz ze mną, i ani mi się waż uciec księżniczko.- szepnął w moje ucho, pobudzając mnie na tyle, bym odzyskała panowanie nad swoim ciałem.
-Zostaw mnie. -powiedziałam cicho i niepewnie, po czym on ścisnął moją rękę, chamsko się uśmiechając. Jakby mój ból sprawiał mu niezmierną radość i szczęście.- Zostaw mnie do cholery!- krzyknęłam, na co on zareagował nie korzystnie dla mnie. Uderzył mnie w twarz. Z moich ciemno zielonych oczu po raz kolejny poleciały łzy. Ból był przeogromny, tak samo jak siła jego ciosu.
-Nadal będziesz protestować?-powiedział, a z jego twarzy nie znikał arogancki uśmieszek.
-Ej! Zostaw ją!-usłyszałam delikatny i troskliwy głos, który znacznie zmężniał ze względu na panującą sytuacje. Poczułam ulgę, ale zarazem strach. Bałam się, że nowo poznany brunet ucierpi na tym.
-Spierdalaj. -Odpowiedział prześladowca tonem pełnym oburzenia, po czym odepchnął mnie na ziemie. Był wkurzony, nawet bardzo. Jego pięści zaciskały się coraz mocniej, aż w końcu zostały podniesione w górę. Zacisnęłam powieki, nie chciałam na to patrzeć. Jednak z drugiej strony nie mogłam go tak zostawić. Po usłyszeniu kilku krzyków i przekleństw otworzyłam oczy. Mój wzrok przykuł obraz leżącego i zwijającego się z bólu na ziemi mężczyzny w czarnym płaszczu. I nad nim stojącego bruneta, przecierającego ręce.
-Może to Cie nauczy szacunku do kobiet.- Po tych słowach odszedł w moją stronę.
!!!PRZECZYTAJ!!
No więc to nasz pierwszy rozdział, mamy niezmierną radość publikując go Wam, mając nadzieje, że nie na marne. Bardzo prosimy o komentarze, w których napiszesz, że czytasz nasz fan fiction. To na prawdę bardzo motywuje. Jeżeli nie chcesz komentować, to chociaż prosimy zagłosować w ankiecie, która znajduje się w prawym górnym rogu strony. :) Z góry dziękujemy. :*
środa, 22 maja 2013
poniedziałek, 20 maja 2013
Prolog
Obudziłam się w nieznanym mi pomieszczeniu. Dookoła panowały kompletne pustki i ciemności. Ból i strach to jedyne co czułam. Nic nie pamiętałam. Kim jestem? Gdzie jestem? Jak się tu znalazłam? Próbując znaleźć odpowiedzi na te pytania wstałam z podłogi i zaczęłam spacer po pokoju w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia. Co jak co ale nie miałam zamiaru tu zostać. Ciężko było coś znaleźć w takich ciemnościach. Moją uwagę przykuł kwadratowy otwór w ścianie przez który padało światło. Podeszłam do niego. Z okna bił blask księżyca dzięki któremu zauważyłam liczne rany i siniaki a moim ciele. Nagle usłyszałam kroki kierujące się w moja stronę. Dobrze że chociaż nie byłam tam sama. Ale nie wiedziałam, czy się cieszyć na widok nieznanej mi postaci. Wolałam nie czekać by się przekonać. Teraz albo nigdy i wyskoczyłam. Upadek nie był tak bolesny. Wstałam i zaczęłam uciekać. Odwróciłam się na chwilę i zauważyłam, że ta osoba biegnie tuz za mną. Twarz wydawała mi się znajoma, ale nie mogłam stwierdzić skąd ją znam. Nic nie pamiętałam. Jedyne co oświetlało mi drogę to lampy uliczne. Stwierdziłam, że już nikt mnie nie goni. Miałam szczęście, że dał sobie spokój. Mimo to nie ryzykowałam. Biegłam przed siebie. Nie wiem gdzie byle jak najdalej stąd.
**
**
Hej! No więc to jest nasz pierwszy blog więc prosimy o wyrozumiałość. Miło widziane komentarze, które nas motywują.
EDIT: Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach na twitterze to zostaw swój nick w komentarzu.
Pierwszy rozdział dodamy jak będzie przynajmniej 10 komentarzy ;)
EDIT: Jeśli chcesz być informowany o nowych rozdziałach na twitterze to zostaw swój nick w komentarzu.
Pierwszy rozdział dodamy jak będzie przynajmniej 10 komentarzy ;)
Bohaterowie.
Główne postacie:
Rosemarie (Rose) Moon- Osiemnastolatka o ciemno zielonych oczach, zgrabnej sylwetce i długich kasztanowych włosach.
Liam James Payne- Go chyba nie trzeba opisywać.
Darcy Smith- Dziewiętnastolatka o cudownych błękitnych oczach, blond włosach ściętych na tzw. bombkę i idealnej figurze. Dziewczyna Liama.
Ben Collins- Dwudziestoczteroletni mężczyzna o kruczo czarnych włosach. Były chłopak Rose. Zajmuje się nielegalnymi interesami.
Rosemarie (Rose) Moon- Osiemnastolatka o ciemno zielonych oczach, zgrabnej sylwetce i długich kasztanowych włosach.
Liam James Payne- Go chyba nie trzeba opisywać.
Darcy Smith- Dziewiętnastolatka o cudownych błękitnych oczach, blond włosach ściętych na tzw. bombkę i idealnej figurze. Dziewczyna Liama.
Ben Collins- Dwudziestoczteroletni mężczyzna o kruczo czarnych włosach. Były chłopak Rose. Zajmuje się nielegalnymi interesami.
Subskrybuj:
Posty (Atom)