niedziela, 8 września 2013

Rozdział 7

 *Perspektywa Liama*
Zakatuje ich k***a. Może i wyznała, że mnie zdradziła, ale czemu akurat z moim kumplem? Czemu z Matthew'm? Wiedziała przecież, że mi na nim zależy. Zrobiła to celowo, celowo chciała mnie tak cholernie zranić. Ale za co? Głupia, puszczalska szmata, trzeba mieć tupet, a on też nie jest bez winy. Wiedział co robi i kim jest dla mnie Darcy. Znamy się długo, pomagałem mu uporać się z depresją, byłem dla niego oparciem w wielu sprawach, a on mi takie coś robi?
 Ludzie to ku**y. Zwykłe ku**y, widzące tylko swoje potrzeby. Nie wiedzą, że inni też mają uczucia? Że też potrafią z bólu płakać i krzyczeć, mimo, że na zewnątrz są spokojni? Przecież ludzka psychika jest oczywista. Zostaniesz zraniony- cierpisz.
Nie wierzę, że po tylu wspólnych chwilach, oni to tak zakańczają. Jednak nie chce mieć wyrzutów sumienia, że to przeze mnie. Sami na to wystarczająco ciężko zapracowali.
Doszedłem do nich. Stoję i czekam, kiedy mnie zauważą. Ale są zbyt zajęci sobą. Chce mi się rzygać.
-Słodkie.- powiedziałem w końcu, zaciskając pięści w kieszeni. Spokojnie Liam, nie okazuj im swojej złości, to ich usatysfakcjonuje.
-Oo. Kogo my tu mamy?- zawołał radośnie Matt, po czym puścił z objęć Darcy i stanął ze mną twarzą w twarz.
-Jak mogłeś mi to zrobić?- zapytałem przez zaciśnięte zęby. On się tylko zaśmiał.- Dupek. Nic nie warty człowiek.
-Dać ci chusteczkę kochanie?- Damski, lekko chrypliwy i kojący głos Darcy jeszcze bardziej mnie zirytował.
-A ty? Durna dziwko? Dobrze się z tym wszystkim czujesz? Fajnie jest się bawić wszystkimi wokół? Nie rozumiem jak możecie być takimi egoistami!- Krzyknąłem, po czym wymierzyłem Matthew'mu cios w policzek.
Uśmiechnąłem się. Nie był to szczery uśmiech, tylko ten sztuczny, nic nie warty.
-Pożałujesz ch**u.- Miło było zobaczyć, jak jego zadziorny uśmieszek schodzi mu z ust. Jednak nie boję się, wiem, ze jestem silniejszy. Jedyne co ten typek może mi zrobić, to zadrapanie.
-Teraz się boisz co?- zostawiłem Matta i mówiąc ruszyłem w stronę Darcy. Powoli, coraz bliżej.- Wiesz co? Ja wiem, jaka ty jesteś, i jaki on. Oboje się sobie znudzicie, baardzo, bardzo szybko kochanie. Ale wtedy do mnie nie wracaj. Bo jedyne, co będę w stanie ci dać to w mordę, mimo, że nie jestem damskim bokserem.- Ostatnie słowa wyszeptałem. Była przerażona i słusznie.
-Ty sku********e. Ze mną walcz, a nie dziewczynie się stawiasz.
Tylko się zasmiałem gorzkim śmiechem. Żeby potem nie było, sam ku**a tego chciał.
-Za to wszystko co mi zrobiłeś, to cię zabije chyba.- Oznajmiłem po czym podbiegłem do niego.
*perspektywa Rose*
Ile można rozmawiać? Przecież niedługo casting. Uderzałam nerwowo palcami o ramę od drzwi samochodu i zgadywałam co tam się może dziać. Gdyby byli bliżej może widziałabym co robią, ale jeden: są za daleko, dwa: zasłania mi drzewo.
Mogło dojść do tragedii. Dlatego tak długo nie wraca. Może leżeć tam nie przytomny i potrzebujący pomocy. W kałuży krwi, a obok roześmiana twarz blondyny i mężczyzny. Albo stoją wszyscy razem i się śmieją, żartują, rozmawiają. Może się pogodzili? Liam wygląda na ugodowego. Pewnie dlatego tam poszedł. Ale przecież był wkurzony. Więc w takim stanie by się chyba nie godził? Okej, będzie dobrze. Nie myślę o tym już , koniec, stop. Poczekam jeszcze 3minutki. Na pewno zdąży wrócić.
Chociaż.. Jak serio się coś stało, to te 3minuty mogą być dla niego jedynymi. Muszę mu pomóc. Jezu muszę tam iść! Wiem, może i panikuje, ale się boję o niego.
Szybkim ruchem wysiadłam z auta i niepewnie, otulając się czarnym żakietem szłam przed siebie. Gdybym wtedy wiedziała co zobaczę, to nie wiem, czy bym wysiadła.
Cały czas idąc patrzyłam się w ziemie, jakbym wiedziała, że to co zobaczę nie będzie fajne. W końcu byłam za drzewem. Podniosłam wzrok w poszukiwaniu bruneta, lecz nie było go. Gdzie on do cholery polazł? Szłam dalej przed siebie, lecz stanęłam, gdy tylko usłyszałam czyiś cichy jęk Jezu, jestem przerażona. Ale muszę tam iść. Musze iść za tym odgłosem. Na lewo, Rose, nie bój się.
Momentalnie przyśpieszyłam, a oddech stał się nierówny. Minęłam jedno drzewo, drugie i stanęłam. Obróciłam głowę w lewo- pusta łąka i w prawo. Tak. To tam, widzę 2 postacie. A może to jedna? Poszłam tam.
-I co? Już? Starczy ci?!- Liam. Tak to był Liam!
Pobiegłam tam ile tylko miałam sił, a to co tam zastałam, to był mój koszmar.
Pusta łąka, zaledwie 3 kępki trawy, mały murek, sięgający maksymalnie 50-ciu cm i dwóch mężczyzn.
Jeden leżący na ziemi o szatynowych włosach, ubrany na czarno z dodatakmi krwi na twarzy i ubraniach, drugi siedzący na szatynie to brunet, ubrany całkiem elegancko, także z z dodatkami krwi na ubraniach, Liam. Ten drugi okładał pierwszego pięściami gdzie popadnie, nie starał się idealnie trafiać, bił co sekundę, nie zwracając uwagi na to, co się dzieje dookoła. Szatyn się nie ruszał, leżał tylko bezwładnie na ziemi, a jego głowa co chwila zmieniała miejsce z lewej strony, na prawą.
On go zabije.
-Liam już! Spokojnie! On nie jest tego wart. Tto zwykły śmieć... Takich się olewa- wykrzyczałam szarpiąc go za ramię.- Już spokojnie.
-Ok.- odpowiedział i przełykając ślinę zadał mu ostatni, najmocniejszy cios.










         !!CZYTASZ= KOMENTUJESZ!!
Mam nadzieje, ze warto było tyle czekać i że sie podoba. Dobranoc;*

Małe info

Witajcie kochani po długiej przerwie!
Mam nadzieje, że nikt nie opuścił mojego bloga i nadal ze mną będziecie.:)
Piszę tę notkę, ponieważ niektórzy sobie mogą pomyśleć, ze zawiesiłam/opuściłam bloga, ale to nie prawda. Pamiętam o nim cały czas, tylko po prostu wakacje.. Wyjazdy, przyjazdy, odpoczynek, imprezy, znajomi, rozumiecie chyba:) Brak czasu. Przepraszam, że Was nie uprzedziłam o moim zamiarze, posiadania 2miesiecznej przerwy.
Ale do konkretów: mam parę informacji, ważnych:
1.Jak zauważyliście użyłam zwrotów: "mam nadzieje", "mojego", "ze mną", "opuściłam", czyli mówię o jednej osobie-sobie, a bloga prowadziły 2 osoby- Tala i Ola. Napisałam tak, ponieważ ta druga zrezygnowała z pisania, z własnych prywatnych powodów. Mam nadzieje, ze mimo jej odejścia nadal będą Wam się podobały rozdziały. Z pewnością nie będą już tak dobre, jak z pomocą Oli, ale może też będą okej.
2.Rozdziały będę się starała dodawać co tydzień, w każdą niedziele. Jednak może się zdarzyć, że jednego tygodnia nie dodam ani razu, lub dodam wcześniej- jest to spowodowane wyjazdami i z góry przepraszam.
3.Na moim blogu panuje oczywista zasada: CZYTASZ=KOMENTUJESZ. Zrozumcie, ze to cholernie motywuje i pomaga. I jeśli macie czas, to nie piszcie mi tylko komentarzy typu: "wefnrgidufbrgyher dawaj dalej!!!" one nie są złe, ale bardziej bym była wdzięczna za rozwinięcie wypowiedzi. Co się podobało, co nie, nad czym mogłabym popracować, czy konkretniej opisywać, czy bardziej skupiać się na szczegółach czy może nie itd. Swoje zdanie. Nie z hejtuje Cię za nieprzyjemne dla mnie słowa, tylko podziękuje za szczerość.
4.Jeżeli chcecie ze mną jakikolwiek kontakt, to na lewo w pasku jest kilka stronek gdzie mnie 'złapiecie'. Zapraszam!

To już chyba na tyle. Dziś piszę kolejny rozdział, może jeszcze dziś nawet dodam? Zobaczymy.:)